„Niesamowitość” Beaty Plińskiej.
Malarstwo Beaty Plińskiej jest nacechowane surrealizmem, ale jest to surrealizm bardzo subiektywny. Nie znajdziemy tutaj jednej zamkniętej historii ani oczywistej odpowiedzi. Raczej fragmenty czegoś większego — strzępki opowiadań, sceny z nieistniejących sztuk teatralnych, urwane wątki powieści, które na chwilę zostały przerwane i czekają na wznowienie.
I właśnie te niedopowiedzenia są w tym malarstwie najciekawsze.
Artystka pozostawia nas z nimi sam na sam. Nie dopowiada, nie podpowiada, dokąd mamy pójść. Możemy więc sami dopisać kolejną scenę, wymyślić dalszy ciąg opowiadania, stworzyć własną historię albo przeciwnie — zbudować zupełnie inną opowieść, która stanie się przeciwwagą dla tego, co widzimy na obrazie.
W surrealizmie wszystko jest możliwe.
To, co realne, może za chwilę stać się snem. Przedmiot może otrzymać zupełnie nowe znaczenie, a postać, gest czy fragment przestrzeni mogą być początkiem historii, której nigdy nie było.
„Niesamowitość” nie jest więc wystawą, którą można po prostu obejrzeć i zamknąć w jednym zdaniu. To raczej zaproszenie do wejścia w świat Beaty Plińskiej i pozostania w nim na chwilę. A potem — do stworzenia własnej wersji tej opowieści.
Dziękuję Beacie Plińskiej za tę przestrzeń dla wyobraźni. I wszystkim, którzy podczas wernisażu w Pałacu Potockich dali się wciągnąć w tę trochę dziwną, trochę niepokojącą, ale przede wszystkim niezwykle ciekawą podróż.
TeeM
fot. Tomasz Młynarczyk/ROK

















